No i z powrotem wróciliśmy do „ ciepłego kraju” , jak go nazwała moja córeczka.
Spędziliśmy dwa intensywne miesiące w Polsce. Niby dwa miesiące, a mi one minęły jak dwa tygodnie.
Czas płynie dla mnie stanowczo za szybko. Życie moje przemija tak prędko, że nigdy nie jestem w stanie nacieszyć się do syta wszystkimi chwilami.
Jak byłam w Polsce myślałam, że wcale nie tęsknię za tym miejscem. Myliłam się. Spędziliśmy tutaj dziewięć miesięcy, poznaliśmy nowych ludzi oraz nowe miejsca. Zaaklimatyzowaliśmy się i jakoś odnaleźliśmy w nowym miejscu.
Fantastycznie jest wrócić do miejsca, gdzie ma się już wiele wspomnień. Stęskniłam się za naszymi miejscami, gdzie spędzałam miłe godziny z córeczką i mężem.
Mimo, że jest to hiszpańskojęzyczny kraj nie czuję się tutaj obco. Miesiące tu spędzone oswoiły mnie z językiem. Obawiałam się powrotu i obcego języka – niepotrzebnie. Odnalazłam się w kanaryjskiej rzeczywistości przyjemnie i bez stresu.
Córeczka również ucieszyła się z powrotu. Mimo choroby, która przyleciała razem z nami, ożyła na widok znajomych miejsc i rzeczy.
Tak jesteśmy u siebie. Mamy dwa domy.
O dwóch takich co macierzyństwo traktują jak przygodę. Kochają swoje dzieci ale nie dały się zwariować. O realiach dnia codziennego, o radościach i chwilach zwątpienia. Ale przede wszystkim o pasji tworzenia...
sobota, 27 lipca 2013
poniedziałek, 1 lipca 2013
SZKARLATYNA / PLONNICA
Szkarlatyna jest zakaźną chorobą bakteryjną, wywoływaną przez paciorkowce z grupy A. Zakażenia tą grupą paciorkowców to najczęstsze zakażenia u dzieci, w tym sensie wymagające szczególnej czujności, iż mogą one po ostrym okresie choroby pozostawić stan nosicielstwa, jak i długotrwałe następstwa w postaci mniej lub bardziej ciężkich i niebezpiecznych dla zdrowia powikłań.
Objawy i przebieg szkarlatyny
Od momentu zainfekowania mija około 2 do 5 dni do wystąpienia pierwszych objawów choroby.
- wysoką tepmeratura ok39-40 °C. Mogą wystąpić również bóle brzucha, nudności, ( u dzieci moga wystepowac wymioty).
- zmienione gardlo - migdały są powiększone, żywoczerwone, czesto pokryte nalotem. Łuki podniebienne są przekrwione, intensywnieczerwone. Czasami towarzyszy szkarlatynie ropna angina
- Wezly chlonne (zwlaszcza szyjne) sa powiekszone, bolesne i ruchome.
- Język początkowo obłożony w części centralnej, natomiast brak jest nalotu na jego brzegach.
Po okresie oko 3 dni obłożenie języka samoistnie ustępuje, powodując odsłonięcie czerwonych i obrzękniętych brodawek smakowych, sam zaś język jest wtedy barwy żywoczerwonej - to tzw. język malinowy, typowy, choć nieswoisty dla szkarlatyny, może on bowiem występować również w innych stanach chorobowych.
- wysypka wystepuje równocześnie lub z niewielkim opoznieniem
Wystpka jest drobnoplamista, intensywnie czerwona - "szkarłatna" . Porownuje sie ja do śladow ukłuć po drucianej szczotce (bardzo obrazowe, często stosowane porównanie, które jest niezwykle przydatne w procesie stawiania diagnozy oraz różnicowaniu płonicy z innymi chorobami wysypkowymi).
Wysypka zlokalizowana jest głównie w miejscach zwiększonego ucieplenia skóry oraz w fizjologicznych zgięciach ciała. Największe nasilenie wysypki jest obecne na pośladkach i brzuchu, poza tym pojawia się ona w okolicy pachwin, zgięć kolanowych i łokciowych, często pokryte nią jest całe ciało.
Skóra na policzkach jest zaczerwieniona, blada pozostaje jedynie w przestrzeni tzw. trójkąta Fiłatowa, którego wierzchołki stanowią nos oraz kąciki ust (przestrzeń zawarta między fałdami policzkowymi). W jego obrębie również nigdy nie spotkamy się z wysypką.
Wysypka może być zarówno "zwiewna", czyli tylko dyskretnie widoczna, jak również przechodzić poprzez różne jej nasilenie, aż do zlewającej się, intensywnej, niejednokrotnie nawet wybroczynowej.
Sama w sobie ustępuje dosyć szybko, bo po upływie kilku dni od pojawienia się, rzadko utrzymuje się dłużej niż przez okres jednego tygodnia.
Po upływie kilku dni, maksymalnie zaś do 2-3 tygodni, pojawia się tzw. retrospektywny objaw szkarlatyny, czyli bardzo charakterystyczne grubopłatowe łuszczenie się skóry, w szczególności na dłoniach i stopach.
Oprócz wysypki innym objawem skórnym szkarlatyny mogą być również linijne czerwone wybroczyny, których obecność wynika z faktu zwiększonej łamliwości naczyń krwionośnych Zlokalizowane są one wzdłuż przebiegu fałdów skórnych na ciele oraz wzdłuż zgięć stawowych, co nosi nazwę objawu Pastii.
Zarażenie szkarlatyną
Zarazić szkarlatyną można się:
- od osoby chorej na tą samą chorobę
- od chorego na angine paciorkowcowa
- od zdrowego nosiciela paciorkowca (bardzo rzadko)
Zakażenie przenosi się drogą kropelkową w kontakcie bezposrednim lub posrednim (korzystajac z rzeczy osobistych codziennego użytku.
Diagnoza
Postawienie rozpoznania choroby z roku na rok zaczyna być coraz trudniejsze, co wynika z występowania mniej typowego obrazu klinicznego oraz tego, że z biegiem czasu przebieg płonicy uległ samoistnej modyfikacji, podobnie jak objawy szkarlatyny, które w ostatnich latach bywają mniej jednoznaczne i już nie tak charakterystyczne jak dotychczas.
Diagnoza płonicy jest stawiana na podstawie
- obrazu klinicznego obecnego u chorego
- wyniku posiewu wymazu z gardła. Wymaz powinien byc pobrany z powierzchni samych migdałków oraz z tylnej ściany gardła. Wyhodowanie paciorkowca z takiego wymazu potwierdza szkarlatynę.
Diagnozując szkarlatynę w późniejszym okresie choroby można ją również oprzeć na wyniku badań laboratoryjnych, w których w tym przypadku zostanie stwierdzony podwyższony poziom ASO.
W badaniach laboratoryjnych wykonanych z krwi w pierwszym okresie choroby w morfologii przeważają granulocyty obojętnochłonne- neutrofile (NEU), a po upływie tygodni pojawia się także leukocytoza kwasochłonna (EOZ), czyli podwyższona ilość eozynofilii we krwi obwodowej.
W ostrym okresie choroby również OB (odczyn Biernackiego) jest przyspieszone, a odczyn antystreptolizynowy ASO - dodatni (miano antystreptolizyn przekracza 1:200).
Roznicowanie
Różnicować płonicę należy przede wszystkim z odra i rozyczka.
Wykluczyć nalezy tez anginę paciorkowcową.
Jeśli chory wcześniej zażywał leki, należy wziąć pod uwagę uczuleniową reakcją polekową wiążącą się z wystąpieniem odczynu toksyczno-alergicznego.
Leczenie
Płonicę leczy się standardowo penicyliną, jako lekiem z wyboru.
W przypadku płonicy o lżejszym przebiegu stosuje się fenoksymetylopenicylinę, która może być podawana doustnie. Zwykle jest ona stosowana przez 7-10 dni z częstotliwością aplikowania dawki leku 2 razy dziennie.
Obecnie stosuje się jako alternatywę również leczenie doustnymi cefalosporynami (np. cefaklor, cefpodoksym) oraz ewentualnie jako lekami drugiego rzutu makrolidami (klarytromycyna, azytromycyna) - te ostatnie mogą jednak powodować oporność paciorkowców na tą grupę antybiotyków, stąd nie są stosowane w płonicy rutynowo. Leczenie cefalosporyną trwa także 10 dni, w przypadku azytromycyny natomiast o połowę krócej.
W leczeniu nie powinno się stosować tetracyklin i aminoglikozydów, gdyż ich działanie na paciorkowce grupy A jest bardzo słabe i nie przynosi pożądanego efektu.
Leczenie można uzupełnić o podawanie witaminy C.
Wyleczeni - i co dalej?W większości przypadków przechorowanie szkarlatyny połączone z właściwym leczeniem daje trwałe uodpornienie. Ponowne zachorowanie występuje u nie więcej niż 5 % osób, które wcześniej chorowały na płonicę. Często wiąże się nie tyle z reinfekcją, ile z niewłaściwym leczeniem infekcji pierwotnej, zbyt wczesnym przerwaniem antybiotykoterapii lub niewłaściwym dawkowaniem leku.
Należy pamiętać, że szkarlatyną można zarazić się również od zdrowego nosiciela paciorkowca. Jeśli w rodzinie występuje kilka przypadków płonicy, warto wszystkim domownikom pobrać wymazy z gardła i przy stwierdzonym nosicielstwie również zastosować antybiotykoterapię.
Prewencja szerzenia się szkarlatyny w przypadku osoby chorej polega na izolowaniu jej od osób zdrowych, tak, aby ryzyko zarażenia się innych było jak najmniejsze.
Wbrew obiegowym opiniom szkarlatyna nie występuje tylko u dzieci, osoby dorosłe również mogą na nią zachorować.
W profilaktyce szkarlatyny natomiast nie stosuje się szczepień, gdyż nie została jeszcze stworzona skuteczna
szczepionka przeciwko tej chorobie.
Rokowanie
W przypadku, gdy diagnoza została postawiona stosunkowo szybko, a właściwa antybiotykoterapia wdrożona natychmiast po rozpoznaniu płonicy, rokowanie jest dobre. Należy jednak pamiętać, że nie tylko zlecenie odpowiedniego antybiotyku odgrywa tutaj kluczową rolę. Ważne jest, aby chory stosował się dokładnie do wskazań lekarza i przestrzegał określonego przez czasu, w którym lek ma być zażywany (antybiotyk musi być stosowany odpowiednio długo, aby w całości wyeliminować paciorkowca z organizmu oraz żeby ostry etap choroby nie przeszedł w przewlekłe nosicielstwo).
Jeśli całość terapii, zarówno ze strony lekarza, jak i chorego jest odpowiednio prowadzona, ogólnoustrojowe i narządowe powikłania zwykle nie występują, a po zakończeniu leczenia osoba wcześniej chorująca na płonicę może zostać uznana za w pełni zdrową.
Powikłania szkarlatynyPowikłania wczesne:
- ropne zapalenie węzłów chłonnych, w którym może dochodzić w części przypadków do tworzenia się przetok. Jest ono zwykle skutkiem przebytego podczas szkarlatyny zapalenia gardła.
- zapalenia ucha środkowego
Najczęściej obserwowanymi powikłaniami są :
- ostre kłębuszkowe zapalenie nerek
- paciorkowcowe zapalenie stawów.
Powikłaniem późnym:
- gorączka reumatyczna - choroba autoimmunologiczna, która może doprowadzić do wystąpienia u chorego nabytych wad serca.
Objawy i przebieg szkarlatyny
Od momentu zainfekowania mija około 2 do 5 dni do wystąpienia pierwszych objawów choroby.
- wysoką tepmeratura ok39-40 °C. Mogą wystąpić również bóle brzucha, nudności, ( u dzieci moga wystepowac wymioty).
- zmienione gardlo - migdały są powiększone, żywoczerwone, czesto pokryte nalotem. Łuki podniebienne są przekrwione, intensywnieczerwone. Czasami towarzyszy szkarlatynie ropna angina
- Wezly chlonne (zwlaszcza szyjne) sa powiekszone, bolesne i ruchome.
- Język początkowo obłożony w części centralnej, natomiast brak jest nalotu na jego brzegach.
Po okresie oko 3 dni obłożenie języka samoistnie ustępuje, powodując odsłonięcie czerwonych i obrzękniętych brodawek smakowych, sam zaś język jest wtedy barwy żywoczerwonej - to tzw. język malinowy, typowy, choć nieswoisty dla szkarlatyny, może on bowiem występować również w innych stanach chorobowych.
- wysypka wystepuje równocześnie lub z niewielkim opoznieniem
Wystpka jest drobnoplamista, intensywnie czerwona - "szkarłatna" . Porownuje sie ja do śladow ukłuć po drucianej szczotce (bardzo obrazowe, często stosowane porównanie, które jest niezwykle przydatne w procesie stawiania diagnozy oraz różnicowaniu płonicy z innymi chorobami wysypkowymi).
Wysypka zlokalizowana jest głównie w miejscach zwiększonego ucieplenia skóry oraz w fizjologicznych zgięciach ciała. Największe nasilenie wysypki jest obecne na pośladkach i brzuchu, poza tym pojawia się ona w okolicy pachwin, zgięć kolanowych i łokciowych, często pokryte nią jest całe ciało.
Skóra na policzkach jest zaczerwieniona, blada pozostaje jedynie w przestrzeni tzw. trójkąta Fiłatowa, którego wierzchołki stanowią nos oraz kąciki ust (przestrzeń zawarta między fałdami policzkowymi). W jego obrębie również nigdy nie spotkamy się z wysypką.
Wysypka może być zarówno "zwiewna", czyli tylko dyskretnie widoczna, jak również przechodzić poprzez różne jej nasilenie, aż do zlewającej się, intensywnej, niejednokrotnie nawet wybroczynowej.
Sama w sobie ustępuje dosyć szybko, bo po upływie kilku dni od pojawienia się, rzadko utrzymuje się dłużej niż przez okres jednego tygodnia.
Po upływie kilku dni, maksymalnie zaś do 2-3 tygodni, pojawia się tzw. retrospektywny objaw szkarlatyny, czyli bardzo charakterystyczne grubopłatowe łuszczenie się skóry, w szczególności na dłoniach i stopach.
Oprócz wysypki innym objawem skórnym szkarlatyny mogą być również linijne czerwone wybroczyny, których obecność wynika z faktu zwiększonej łamliwości naczyń krwionośnych Zlokalizowane są one wzdłuż przebiegu fałdów skórnych na ciele oraz wzdłuż zgięć stawowych, co nosi nazwę objawu Pastii.
Zarażenie szkarlatyną
Zarazić szkarlatyną można się:
- od osoby chorej na tą samą chorobę
- od chorego na angine paciorkowcowa
- od zdrowego nosiciela paciorkowca (bardzo rzadko)
Zakażenie przenosi się drogą kropelkową w kontakcie bezposrednim lub posrednim (korzystajac z rzeczy osobistych codziennego użytku.
Diagnoza
Postawienie rozpoznania choroby z roku na rok zaczyna być coraz trudniejsze, co wynika z występowania mniej typowego obrazu klinicznego oraz tego, że z biegiem czasu przebieg płonicy uległ samoistnej modyfikacji, podobnie jak objawy szkarlatyny, które w ostatnich latach bywają mniej jednoznaczne i już nie tak charakterystyczne jak dotychczas.
Diagnoza płonicy jest stawiana na podstawie
- obrazu klinicznego obecnego u chorego
- wyniku posiewu wymazu z gardła. Wymaz powinien byc pobrany z powierzchni samych migdałków oraz z tylnej ściany gardła. Wyhodowanie paciorkowca z takiego wymazu potwierdza szkarlatynę.
Diagnozując szkarlatynę w późniejszym okresie choroby można ją również oprzeć na wyniku badań laboratoryjnych, w których w tym przypadku zostanie stwierdzony podwyższony poziom ASO.
W badaniach laboratoryjnych wykonanych z krwi w pierwszym okresie choroby w morfologii przeważają granulocyty obojętnochłonne- neutrofile (NEU), a po upływie tygodni pojawia się także leukocytoza kwasochłonna (EOZ), czyli podwyższona ilość eozynofilii we krwi obwodowej.
W ostrym okresie choroby również OB (odczyn Biernackiego) jest przyspieszone, a odczyn antystreptolizynowy ASO - dodatni (miano antystreptolizyn przekracza 1:200).
Roznicowanie
Różnicować płonicę należy przede wszystkim z odra i rozyczka.
Wykluczyć nalezy tez anginę paciorkowcową.
Jeśli chory wcześniej zażywał leki, należy wziąć pod uwagę uczuleniową reakcją polekową wiążącą się z wystąpieniem odczynu toksyczno-alergicznego.
Leczenie
Płonicę leczy się standardowo penicyliną, jako lekiem z wyboru.
W przypadku płonicy o lżejszym przebiegu stosuje się fenoksymetylopenicylinę, która może być podawana doustnie. Zwykle jest ona stosowana przez 7-10 dni z częstotliwością aplikowania dawki leku 2 razy dziennie.
Obecnie stosuje się jako alternatywę również leczenie doustnymi cefalosporynami (np. cefaklor, cefpodoksym) oraz ewentualnie jako lekami drugiego rzutu makrolidami (klarytromycyna, azytromycyna) - te ostatnie mogą jednak powodować oporność paciorkowców na tą grupę antybiotyków, stąd nie są stosowane w płonicy rutynowo. Leczenie cefalosporyną trwa także 10 dni, w przypadku azytromycyny natomiast o połowę krócej.
W leczeniu nie powinno się stosować tetracyklin i aminoglikozydów, gdyż ich działanie na paciorkowce grupy A jest bardzo słabe i nie przynosi pożądanego efektu.
Leczenie można uzupełnić o podawanie witaminy C.
Wyleczeni - i co dalej?W większości przypadków przechorowanie szkarlatyny połączone z właściwym leczeniem daje trwałe uodpornienie. Ponowne zachorowanie występuje u nie więcej niż 5 % osób, które wcześniej chorowały na płonicę. Często wiąże się nie tyle z reinfekcją, ile z niewłaściwym leczeniem infekcji pierwotnej, zbyt wczesnym przerwaniem antybiotykoterapii lub niewłaściwym dawkowaniem leku.
Należy pamiętać, że szkarlatyną można zarazić się również od zdrowego nosiciela paciorkowca. Jeśli w rodzinie występuje kilka przypadków płonicy, warto wszystkim domownikom pobrać wymazy z gardła i przy stwierdzonym nosicielstwie również zastosować antybiotykoterapię.
Prewencja szerzenia się szkarlatyny w przypadku osoby chorej polega na izolowaniu jej od osób zdrowych, tak, aby ryzyko zarażenia się innych było jak najmniejsze.
Wbrew obiegowym opiniom szkarlatyna nie występuje tylko u dzieci, osoby dorosłe również mogą na nią zachorować.
W profilaktyce szkarlatyny natomiast nie stosuje się szczepień, gdyż nie została jeszcze stworzona skuteczna
szczepionka przeciwko tej chorobie.
Rokowanie
W przypadku, gdy diagnoza została postawiona stosunkowo szybko, a właściwa antybiotykoterapia wdrożona natychmiast po rozpoznaniu płonicy, rokowanie jest dobre. Należy jednak pamiętać, że nie tylko zlecenie odpowiedniego antybiotyku odgrywa tutaj kluczową rolę. Ważne jest, aby chory stosował się dokładnie do wskazań lekarza i przestrzegał określonego przez czasu, w którym lek ma być zażywany (antybiotyk musi być stosowany odpowiednio długo, aby w całości wyeliminować paciorkowca z organizmu oraz żeby ostry etap choroby nie przeszedł w przewlekłe nosicielstwo).
Jeśli całość terapii, zarówno ze strony lekarza, jak i chorego jest odpowiednio prowadzona, ogólnoustrojowe i narządowe powikłania zwykle nie występują, a po zakończeniu leczenia osoba wcześniej chorująca na płonicę może zostać uznana za w pełni zdrową.
Powikłania szkarlatynyPowikłania wczesne:
- ropne zapalenie węzłów chłonnych, w którym może dochodzić w części przypadków do tworzenia się przetok. Jest ono zwykle skutkiem przebytego podczas szkarlatyny zapalenia gardła.
- zapalenia ucha środkowego
Najczęściej obserwowanymi powikłaniami są :
- ostre kłębuszkowe zapalenie nerek
- paciorkowcowe zapalenie stawów.
Powikłaniem późnym:
- gorączka reumatyczna - choroba autoimmunologiczna, która może doprowadzić do wystąpienia u chorego nabytych wad serca.
niedziela, 30 czerwca 2013
SZKARLATYNA
Tym razem juz nie przeziebienie. Jako mloda matka doczekalam sie pierwszej nietypowej na codzien choroby mojej coreczki.
Kompletnie nie pamietam, czy osobiscie chorowalam na szkarlatyne. Wiem, ze przechodzilam ospe i swinke- te dwie zakazne choroby pamietam bardzo dobrze.
Moja coreczka zaczela od szkarlatyny.
Serce sie kraja jak dziecko choruje, a rodzic chcialby odjac bol od dziecka, a nie moze.
Pozostaje tylko zaaplikowac leki i tulic to biedne, chorotkie, male cialko.
Kompletnie nie pamietam, czy osobiscie chorowalam na szkarlatyne. Wiem, ze przechodzilam ospe i swinke- te dwie zakazne choroby pamietam bardzo dobrze.
Moja coreczka zaczela od szkarlatyny.
Serce sie kraja jak dziecko choruje, a rodzic chcialby odjac bol od dziecka, a nie moze.
Pozostaje tylko zaaplikowac leki i tulic to biedne, chorotkie, male cialko.
czwartek, 2 maja 2013
TROCHĘ INACZEJ
A to poglądowe zdjęcia na zmiany, które zaszły. Oczywiście na zdjęciach przed jest wysprzątane. oczywiście w tym względzie, że nikt tam nie mieszkał. Szafy, półki puste. A u nas wszystko jest zapakowane, bo trzeba jakoś żyć.
SYPIALNIA ( to jeszcze nie koniec)
- lustro przeniosło się do łazienki
- komoda do salonu
- półka z salonu i karnisz przemalowane zostały na biało
- biała zasłona z salonu ( jakoś nie przepadam za błękitnym- jest zimny)
- wiklinowa komoda przydreptała z łazienki
- no i mam półki i haczyki w szafie
ŁAZIENKA
no cóż tutaj była totalna demolka. Pod kaflami było pusto i to kafli były dwie warstwy, bo się nie chciało komuś skuwać.
- kabina zamiast wanny
- doszedł bidet
- pralka przydreptała z kuchni
- dodatkowe oświetlenie
- lustro przemalowane z sypialni
- a półka z IKEA
- zrobione jest znacznie więcej, ale podsumowanie w następnym odcinku ;)
PO DŁUGIEJ PRZERWIE
Dni lecą jak oszalałe. Mam wrażenie że pisałam kilka dni temu a to już dwa tygodnie minęły. Szok.
No ale co zrobić nie miałam netu ani czasu. Za to dużo pracy. Kolejny tydzień spędziliśmy z mężem na robieniu tego i owego w naszym nowym domku. Wszystko idzie powoli. Jak się chce zaoszczędzić i wykorzystać to co się posiada, trzeba poświęcić sporo czasu i energii.
Ale warto, bo satysfakcja jest niewspółmierna.
Pomału robi się coraz bardziej przytulnie, komfortowo i ślicznie. Przestaje to już być tutejszy typowy apartament pod wynajem. Mieszkanko to nabiera naszego osobistego przytulnego stylu.
Mąż pojechał w niedziele, a ja działam dalej. Oczywiście w chwilach wolnego czasu. :)
Dziś wolny dzień również na Teneryfie. Przedszkole zamknięte. Początkowo myślałam, że pojedziemy gdzieś z córeczką na spacer. Plany jednak się zmieniły. Po upalnych dniach kalimy, zmienił się front i przyszło zimne powietrze. Niebo pokryło się szarymi chmurami, wieje chłodny wiatr i basen świeci pustkami. Zrobiło się jakoś tak smutno bez słonka.
No i córeczka również postanowiła wykorzystać wolny dzień na nadrobienie zaległości w zabawach domowych. Odkurzyłyśmy zabawki, które w związku z przeprowadzką, były popakowane w kartony.
W chwilach przerwy od zabawy szlifowanie i sprzątanie. Ręce mam zżarte przez rozpuszczalnik i szorstkie jak papier ścierny, którego używam do szlifowania. Ale jest satysfakcja, bo rzeczy, które podajemy metamorfozie cieszą nasze oko. No i kieszeń.
Pewnie nie skończę wszystkiego do końca maja, ale mam nadzieję ze choć to co jest ponapoczynane zostanie ukończone.
Uciekam, bo jutro kolejny intensywny dzień, jak co dzień.
No ale co zrobić nie miałam netu ani czasu. Za to dużo pracy. Kolejny tydzień spędziliśmy z mężem na robieniu tego i owego w naszym nowym domku. Wszystko idzie powoli. Jak się chce zaoszczędzić i wykorzystać to co się posiada, trzeba poświęcić sporo czasu i energii.
Ale warto, bo satysfakcja jest niewspółmierna.
Pomału robi się coraz bardziej przytulnie, komfortowo i ślicznie. Przestaje to już być tutejszy typowy apartament pod wynajem. Mieszkanko to nabiera naszego osobistego przytulnego stylu.
Mąż pojechał w niedziele, a ja działam dalej. Oczywiście w chwilach wolnego czasu. :)
Dziś wolny dzień również na Teneryfie. Przedszkole zamknięte. Początkowo myślałam, że pojedziemy gdzieś z córeczką na spacer. Plany jednak się zmieniły. Po upalnych dniach kalimy, zmienił się front i przyszło zimne powietrze. Niebo pokryło się szarymi chmurami, wieje chłodny wiatr i basen świeci pustkami. Zrobiło się jakoś tak smutno bez słonka.
No i córeczka również postanowiła wykorzystać wolny dzień na nadrobienie zaległości w zabawach domowych. Odkurzyłyśmy zabawki, które w związku z przeprowadzką, były popakowane w kartony.
W chwilach przerwy od zabawy szlifowanie i sprzątanie. Ręce mam zżarte przez rozpuszczalnik i szorstkie jak papier ścierny, którego używam do szlifowania. Ale jest satysfakcja, bo rzeczy, które podajemy metamorfozie cieszą nasze oko. No i kieszeń.
Pewnie nie skończę wszystkiego do końca maja, ale mam nadzieję ze choć to co jest ponapoczynane zostanie ukończone.
Uciekam, bo jutro kolejny intensywny dzień, jak co dzień.
piątek, 19 kwietnia 2013
MINĄŁ TYDZIEŃ
Minął tydzień. Ja nie wiem, kiedy te dni upłynęły. Jedno wiem były bardzo intensywne, emocjonujące, pełne zmian.
Od środy zamieszkaliśmy w nowym apartamencie Jest jeszcze sporo do zrobienia, ale pomału widać światełko w tunelu. Najważniejsze, że jesteśmy już u siebie, jest czyściutko, widok piękny. No i nie mam już chorej na głowę sąsiadki pod sobą. Kamień z serca. I cała nasza rodzinka poczuła się lepiej i spokojniej. Oby jak najdalej od takich ludzi.
Jako malarzy też och nie polecam. Masakra! Tak zabrudzonej podłogi od farby to nie widziałam w życiu.
A osobiście wymalowałam już jedno mieszkanie, więc wiem, że można czysto.
Wczoraj odjechali rodzice męża, a ja cały dzień spędziłam na rozpakowywaniu i myciu podłogi.
Dziś, poza domem, ale intensywnie. Rano piekłam urodzinowe ciasto dla Rechel. Potem kawka u Rechel, i popołudnie z mężem i córeczką.
Pogodę mamy cudowną. W prawdzie przyszła kalima i troszkę pobolewa mnie głowa, ale obeszło się bez tabletek. Kalima przyniosła przyjemne ciepełko. Jutro ma być ok 37, więc może uda się wskoczyć do basenu albo oceanu.
czwartek, 18 kwietnia 2013
U nas nareszcie wiosna
W końcu świeci słońce czasami nawet prawie wczesnym latem pachnie. Ja przez pewien czas byłam wyautowana z rzeczywistości. Ale po trochu zaczynam łapać oddech. Wróciłam dziś do szycia więc powinno być lepiej. No i zaczęłam sadzić kwiatki w ogrodzie więc już nabiera kolorów. Przyjrzałam się dziś moim roślinkom i winobluszcz ma już pąki więc z niecierpliwością czekam aż zacznie szaleć i moja ławka się zazieleni. Mam nadzieję że jak przyjedziecie będzie już pięknie i zielono. Jak już wspomniałam to byłam zawieszona w próżni więc nawet nie mam o czym się rozpisywać. Ale postaram się nadrobić. Dzieciaki pół dnia na powietrzu więc wieczorami padają jak "muchy" :)
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
MIŁY DZIEŃ
Wczoraj dzień był bardzo pracowity. Wstępnie mieliśmy pojechać z mężem na romantyczną wyprawę po wyspie. Są rodzice męża, więc chcieliśmy wyrwać się gdzieś tylko we dwoje.
Niestety planów nie mieliśmy konkretnych, a pomysłów zbyt wiele. No i córeczka nie zaakceptowała naszego pomysłu.
Koniec końców mieliśmy romantyczny, ale pracowity dzień w nowym apartamencie.
Cieszę się, bo to był owocny dzień. I z każdym takim dniem zostaje coraz mniej do zrobienia. I coraz milej do mieszkania. Mieszkanko jest odnowione, czyściutkie i nabiera coraz więcej miłego, takiego naszego osobistego charakteru.
Córeczka początkowo nas nie odstępowała i pomagała w malowaniu. Ale w końcu, gdy nabrała pewności, że jej nie znikniemy, postanowiła część dnia spędzić na zabawie z dziatkami.
A na kolacje, rozpusta dla podniebienia. Moje ukochane naleśniki ze szpinakiem i sosem pieczarkowym.
Dziś plan dnia również napięty. Razem z mamą mojego męża umówione byłyśmy na herbatkę u Rechel.
Pogoda była piękna i czas spędzony w ogrodzie z widokiem na ocean cudowny.
Córeczka miała iść do przedszkola, ale w końcu po dwukrotnym zwymiotowaniu pojechała do cioci i bawiła się z pieskiem Kiko.
Nie była w ogóle zmartwiona, że nie zostanie w przedszkolu. Generalnie cały dzień była taka nieokreślona. No cóż, czas pokaże co się z tego wykluje.
A na kolacje? Pyszności! Obiad typowo Kanaryjski: królik ( robił tata), papryczki i ziemniaczki. No i oczywiście czerwone winko.
Niestety planów nie mieliśmy konkretnych, a pomysłów zbyt wiele. No i córeczka nie zaakceptowała naszego pomysłu.
Koniec końców mieliśmy romantyczny, ale pracowity dzień w nowym apartamencie.
Cieszę się, bo to był owocny dzień. I z każdym takim dniem zostaje coraz mniej do zrobienia. I coraz milej do mieszkania. Mieszkanko jest odnowione, czyściutkie i nabiera coraz więcej miłego, takiego naszego osobistego charakteru.
Córeczka początkowo nas nie odstępowała i pomagała w malowaniu. Ale w końcu, gdy nabrała pewności, że jej nie znikniemy, postanowiła część dnia spędzić na zabawie z dziatkami.
A na kolacje, rozpusta dla podniebienia. Moje ukochane naleśniki ze szpinakiem i sosem pieczarkowym.
Dziś plan dnia również napięty. Razem z mamą mojego męża umówione byłyśmy na herbatkę u Rechel.
Pogoda była piękna i czas spędzony w ogrodzie z widokiem na ocean cudowny.
Córeczka miała iść do przedszkola, ale w końcu po dwukrotnym zwymiotowaniu pojechała do cioci i bawiła się z pieskiem Kiko.
Nie była w ogóle zmartwiona, że nie zostanie w przedszkolu. Generalnie cały dzień była taka nieokreślona. No cóż, czas pokaże co się z tego wykluje.
A na kolacje? Pyszności! Obiad typowo Kanaryjski: królik ( robił tata), papryczki i ziemniaczki. No i oczywiście czerwone winko.
| KRÓLIK |
| SURÓWKA Z BURACZKÓW |
| PAPAS ATUGADOS |
| PIMIENTOS PARDONE |
niedziela, 14 kwietnia 2013
ZASADY NA ŻYCIE
Ostatnio ktoś na fb umieścił tabliczkę z kilkoma zasadami na życie. Ja dodałabym jeszcze kilka. Myślę, że trzeba często sobie je przypominać, bo wirze dnia codziennego często zapominamy o nich.
1. Pogódź się ze swoją przeszłością, nie zmienisz jej. Ciągle roztrząsając przeszłość, NISZCZYSZ TERAŹNIEJSZOŚĆ.
2. Pamiętaj przeszłość jest często lekcją i wskazówka na przyszłość.
3. Nie przejmuj się co myślą inni o Tobie. ŻYJ W ZGODZIE ZE SOBĄ I WŁASNYM SUMIENIEM. Inni nie są tobą i nie wiedzą o wszystkim. Szkoda czasu na wyjaśnienia, bo oni i tak będą widzieć tylko to co chcą.
4. Pamiętaj, że CZAS LECZY RANY, nawet te które wydają nam się nie do zaleczenia.
5. Nie porównuj swojego życia do życia innych i nie osądzaj innych. Nie masz pojęcia dokąd zmierza ich podróż.
6. NIE MYŚL ZA DUŻO. Nie musisz znać wszystkich odpowiedzi. Jak przyjdzie czas, odpowiedź sama się pojawi.
7. Okazuj i mów najbliższym- KOCHAM CIĘ. Okazywania i mówienia o uczuciach nigdy nie jest za dużo.
8. SZANUJ LUDZI I RZECZY, będą wtedy przy Tobie długo.
9. PIELĘGNUJ MIŁOŚĆ i PRZYJAŹŃ, jak delikatny kwiat. Jeśli nie będziesz o nie dbał, umrą.
10. NIKT NIE JEST ODPOWIEDZIALNY ZA TWOJE SZCZĘŚCIE, z wyjątkiem Ciebie
11. Jeśli coś nie gra i nie jest dobrze, nie jesteś szczęśliwy- ZMIEŃ TO! Jeśli nic nie zrobisz, nic się nie zmieni, a może być tylko gorzej. Jeśli zaryzykujesz, możesz wygrać SZCZĘŚCIE.
12. BĄDŹ CZUJNYM I PODEJMUJ RYZYKO, szczęście może czekać tuż za rogiem.
13. CIESZ SIĘ MAŁYMI RZECZAMI I SUKCESAMI. Wielka góra usypana jest z wielu małych ziarenek piasku.
14. UŚMIECHNIJ SIĘ. Nie jesteś właścicielem wszystkich problemów na świecie.
15. Pamiętaj UŚMIECH WYWOŁUJE UŚMIECH. Nikt nie lubi ponurych i wiecznie narzekających ludzi. Każdy ciągnie do osób wesołych i pełnych energii, tak jak do ciepła i słońca.
"WSZYSTKO SIĘ DOBRZE KOŃCZY, a jeśli nie jest dobrze, wierzcie mi, TO NIE JEST JESZCZE KONIEC" (film Hotel Marigold)
1. Pogódź się ze swoją przeszłością, nie zmienisz jej. Ciągle roztrząsając przeszłość, NISZCZYSZ TERAŹNIEJSZOŚĆ.
2. Pamiętaj przeszłość jest często lekcją i wskazówka na przyszłość.
3. Nie przejmuj się co myślą inni o Tobie. ŻYJ W ZGODZIE ZE SOBĄ I WŁASNYM SUMIENIEM. Inni nie są tobą i nie wiedzą o wszystkim. Szkoda czasu na wyjaśnienia, bo oni i tak będą widzieć tylko to co chcą.
4. Pamiętaj, że CZAS LECZY RANY, nawet te które wydają nam się nie do zaleczenia.
5. Nie porównuj swojego życia do życia innych i nie osądzaj innych. Nie masz pojęcia dokąd zmierza ich podróż.
6. NIE MYŚL ZA DUŻO. Nie musisz znać wszystkich odpowiedzi. Jak przyjdzie czas, odpowiedź sama się pojawi.
7. Okazuj i mów najbliższym- KOCHAM CIĘ. Okazywania i mówienia o uczuciach nigdy nie jest za dużo.
8. SZANUJ LUDZI I RZECZY, będą wtedy przy Tobie długo.
9. PIELĘGNUJ MIŁOŚĆ i PRZYJAŹŃ, jak delikatny kwiat. Jeśli nie będziesz o nie dbał, umrą.
10. NIKT NIE JEST ODPOWIEDZIALNY ZA TWOJE SZCZĘŚCIE, z wyjątkiem Ciebie
11. Jeśli coś nie gra i nie jest dobrze, nie jesteś szczęśliwy- ZMIEŃ TO! Jeśli nic nie zrobisz, nic się nie zmieni, a może być tylko gorzej. Jeśli zaryzykujesz, możesz wygrać SZCZĘŚCIE.
12. BĄDŹ CZUJNYM I PODEJMUJ RYZYKO, szczęście może czekać tuż za rogiem.
13. CIESZ SIĘ MAŁYMI RZECZAMI I SUKCESAMI. Wielka góra usypana jest z wielu małych ziarenek piasku.
14. UŚMIECHNIJ SIĘ. Nie jesteś właścicielem wszystkich problemów na świecie.
15. Pamiętaj UŚMIECH WYWOŁUJE UŚMIECH. Nikt nie lubi ponurych i wiecznie narzekających ludzi. Każdy ciągnie do osób wesołych i pełnych energii, tak jak do ciepła i słońca.
"WSZYSTKO SIĘ DOBRZE KOŃCZY, a jeśli nie jest dobrze, wierzcie mi, TO NIE JEST JESZCZE KONIEC" (film Hotel Marigold)
SOBOTNI RELAKS
Dziś dzień minął spokojnie. Ja relaksowałam się w kuchni. Córeczka cieszyła się obecnością babci. Mąż z tatą pracowali w nowym apartamencie.
Płyta grzewcza jest zamontowana nowa. No i mam upragnione półki w kanciapie, na kuchenne rzeczy.
Jeszcze trochę prac i kolejne miesiące życia będą porządniejsze i o wiele przyjemniejsze, bo na swoim.
Wszystko zmierza ku chwilom odsapnięcia i relaksowi. No i może w końcu znajdę czas na naukę języka. A może nawet na odrobinę kąpieli słonecznych. Jak na razie nie miałam okazji do opalania.
A co z pyszności było dziś. Nic nowego w mojej kuchni. Dla rodziców jednak to były nowe smaki.
Sałatka z ukochanym awokado na śniadanie
A na popołudniową przekąskę koktajl z awokado.
Na obiad pierogi z kapustą i pieczarkami.
Płyta grzewcza jest zamontowana nowa. No i mam upragnione półki w kanciapie, na kuchenne rzeczy.
Jeszcze trochę prac i kolejne miesiące życia będą porządniejsze i o wiele przyjemniejsze, bo na swoim.
Wszystko zmierza ku chwilom odsapnięcia i relaksowi. No i może w końcu znajdę czas na naukę języka. A może nawet na odrobinę kąpieli słonecznych. Jak na razie nie miałam okazji do opalania.
A co z pyszności było dziś. Nic nowego w mojej kuchni. Dla rodziców jednak to były nowe smaki.
Sałatka z ukochanym awokado na śniadanie
A na popołudniową przekąskę koktajl z awokado.
Na obiad pierogi z kapustą i pieczarkami.
| http://smakisowy.blogspot.com.es/2013/04/saatka-z-awokado-marchewki-i-tunczyka.html |
| http://smakisowy.blogspot.com.es/2013/04/koktajl-z-awokado-maroko.html |
piątek, 12 kwietnia 2013
HURA MAMY WODĘ
Och jestem przeszczęśliwa. Włączyli nam z powrotem wodę. Od jutra zabieramy się znów ostro do roboty.
Jeszcze sporo do zrobienia i uporządkowania. Ale już teraz się cieszymy urokami naszego czystego apartamenciku.
A widok jest piękny i relaksujący.
Po ostatnich wydarzeniach przyda mi się w końcu trochę relaksu w słonku z widokiem na ocean.
A to troszkę wiosny z El Teide.
No i kolacja. Mój mąż jest mistrzem w przygotowywaniu owoców morza. Nawet jego rodzice byli pod wrażeniem. Super pyszne.
Jeszcze sporo do zrobienia i uporządkowania. Ale już teraz się cieszymy urokami naszego czystego apartamenciku.
A widok jest piękny i relaksujący.
Po ostatnich wydarzeniach przyda mi się w końcu trochę relaksu w słonku z widokiem na ocean.
A to troszkę wiosny z El Teide.
No i kolacja. Mój mąż jest mistrzem w przygotowywaniu owoców morza. Nawet jego rodzice byli pod wrażeniem. Super pyszne.
BRAK WODY
Już późno. Ostatnio nie mam zupełnie czasu usiąść i pomyśleć.
Chciałam jak najszybciej przeprowadzić się do nowego apartamentu, więc każdą chwilę poświęcaliśmy na sprzątanie i szykowanie się do przeniesienia. Nawet córeczka dzielnie pomagała myć nam okna.
I już, już prawie się udało. Już prawie, we wtorek tam się przeprowadziłam. Prawie!!!
Większość rzeczy już tam mieszka. Niestety my musieliśmy zapłacić wynajem za kolejny tydzień na starym apartamencie. Szczęście, że nikt nie zaklepał go na wakacje, bo inaczej było by nieciekawie.
Nie ciekawie, bo jak tu żyć bez wody??!!!! Ach, i znów ta nieszczęsna woda!!!
Odłączyli nam wodę i zdemontowali licznik. Teraz wyjaśniamy dlaczego. Prawnik powiedział, że przeniesienie właściciela jest załatwione. A jak się okazuje, ktoś nawalił.
A my jesteśmy w plecy o kolejny najem. I jak na razie MANIANA. Od wtorku wody nie ma. A, że teraz weekend to pewnie sprawa stanie.
Ale tak to jest. W Polsce biurokracja dobija, a tu w Hiszpanii dobija trzy razy. Bo biurokracja jest dwa razy gorsza i do tego dochodzi kłopot z językiem. Tak jak w Polsce, znajomość języka angielskiego w urzędach jest praktycznie zerowa. A mój hiszpański jest bardzo pocito.
No ale trzeba sobie jakoś radzić, więc uśmiechamy się do słońca i jakoś cierpliwie brniemy do osiągnięcia celu.
Chciałam jak najszybciej przeprowadzić się do nowego apartamentu, więc każdą chwilę poświęcaliśmy na sprzątanie i szykowanie się do przeniesienia. Nawet córeczka dzielnie pomagała myć nam okna.
I już, już prawie się udało. Już prawie, we wtorek tam się przeprowadziłam. Prawie!!!
Większość rzeczy już tam mieszka. Niestety my musieliśmy zapłacić wynajem za kolejny tydzień na starym apartamencie. Szczęście, że nikt nie zaklepał go na wakacje, bo inaczej było by nieciekawie.
Nie ciekawie, bo jak tu żyć bez wody??!!!! Ach, i znów ta nieszczęsna woda!!!
Odłączyli nam wodę i zdemontowali licznik. Teraz wyjaśniamy dlaczego. Prawnik powiedział, że przeniesienie właściciela jest załatwione. A jak się okazuje, ktoś nawalił.
A my jesteśmy w plecy o kolejny najem. I jak na razie MANIANA. Od wtorku wody nie ma. A, że teraz weekend to pewnie sprawa stanie.
Ale tak to jest. W Polsce biurokracja dobija, a tu w Hiszpanii dobija trzy razy. Bo biurokracja jest dwa razy gorsza i do tego dochodzi kłopot z językiem. Tak jak w Polsce, znajomość języka angielskiego w urzędach jest praktycznie zerowa. A mój hiszpański jest bardzo pocito.
No ale trzeba sobie jakoś radzić, więc uśmiechamy się do słońca i jakoś cierpliwie brniemy do osiągnięcia celu.
środa, 10 kwietnia 2013
INTENSTYWNIE
U nas kolejny czas pełen wrażeń. Nie mamy czasu się nudzić.
Po odwiedzinach Cioci, mamy kolejnych miłych gości. Są z nami dziadkowie. Córeczka jest wiec bardzo szczęśliwa mając zarówno dziadków i tatusia.
Niestety znów walczymy z przeziębieniem. Mam nadzieję, że w końcu się wychoruje i kolejny rok będzie lepszy. O ironio, mieszkać w ciepłym kraju i co chwilę walczyć z przeziębieniem.
No cóż, pogoda nie jest antidotum na zdrowie.
Czas intensywny, bo poza odwiedzinami dziadków, na tapecie jest również sprzątanie, przeprowadzka i jeszcze wiele prac w nowym domu. Nudzić nie mamy się kiedy.
Podziwiam ludzi, którzy maja czas siedzieć i nic nie robić. Ja nawet zasnąć spokojnie nie potrafię, ponieważ mój mózg pracuje nawet podczas snu. Analizując wszystko co było i co jest przede mną.
No nic, trzeba iść spać, bo jutro kolejny dzień pracy.
Po odwiedzinach Cioci, mamy kolejnych miłych gości. Są z nami dziadkowie. Córeczka jest wiec bardzo szczęśliwa mając zarówno dziadków i tatusia.
Niestety znów walczymy z przeziębieniem. Mam nadzieję, że w końcu się wychoruje i kolejny rok będzie lepszy. O ironio, mieszkać w ciepłym kraju i co chwilę walczyć z przeziębieniem.
No cóż, pogoda nie jest antidotum na zdrowie.
Czas intensywny, bo poza odwiedzinami dziadków, na tapecie jest również sprzątanie, przeprowadzka i jeszcze wiele prac w nowym domu. Nudzić nie mamy się kiedy.
Podziwiam ludzi, którzy maja czas siedzieć i nic nie robić. Ja nawet zasnąć spokojnie nie potrafię, ponieważ mój mózg pracuje nawet podczas snu. Analizując wszystko co było i co jest przede mną.
No nic, trzeba iść spać, bo jutro kolejny dzień pracy.
niedziela, 7 kwietnia 2013
Przeszłość nigdy nas nie opuszcza...
"bez wzgledu na to, jakie sie ma wspomnienia, dobre czy zle, przeszlosc nigdy nas nie opuszcza.Chocby ja zapakowac w pudla i upchnac w jakiejs szafie, tak jak pudla z gratami, ktore sie przechowuje, lecz nigdy nie otwiera, i tak pewnego dnia, kiedy dopadnie nas prawdziwy swiat, idziemy do tej szafy i przegladamy zawartosc pudel...." /H.C./
czwartek, 4 kwietnia 2013
Zima w pełni mimo wiosny w kalendarzu...
U nas nadal pada śnieg. Prognozy mówią, że może jeszcze tydzień a może nawet i do maja tak będzie. Wariactwo! Dziś rano za oknem wyglądało tak:
A śnieg nadal pada :( Żeby samochód ruszyć to najpierw z pół godziny odśnieżania. No a jutro czas do domu wracać. Na Mazurach spędziliśmy tydzień. Czas zwolnił. A jak czas dla mnie zwalnia to kończy się czym? Chorobą. I tak oto trzecie z rzędu święta przechorowałam. Na szczęście jak to u dziadków nie można narzekać na ilość "ochotników" do zabawy :) A na święta przyjechał jeszcze pradziadek więc dzieciaki były bardzo zadowolone :) Aż miło patrzeć jak mimo takiej różnicy wieku potrafili wspólnie spędzać czas. 80 lat różnicy a mój dziadek nosił 5 letniego prawnuka na barana i robił im samoloty! Istne szaleństwo! Ale obyło się bez strat w ludziach :) Więc pomimo choroby tydzień minął bardzo sympatycznie a najważniejsze bez gonitwy. Tu czas zawsze zwalnia. Ale czas wracać do rzeczywistości. Jak otworzyłam kalendarz i spojrzałam na grafik wizyt u różnego rodzaju specjalistów to czasu na chorowanie teraz na pewno nie będzie. Najbardziej obawiam się nastania wiosny. Teraz wszystko pokryte śniegiem ale nadejdzie dzień kiedy przyroda ruszy ze zdwojoną mocą a wtedy zacznie się bitwa o przetrwanie. Dla nas alergików i astmatyków to będzie ciężki czas. Ale i tak chcę już wiosny!!!
środa, 3 kwietnia 2013
WIZYTA U FOCZKI
Popołudnie i wizyta w zoo były super. Foczki dopiero się szkolą, a wybieg im się buduje. Córeczka była zadowolona. Zjadła bułeczkę i pączka przy foczkach.
Ale po powrocie do domku wciągnęła jeszcze zupkę, mus truskawkowy, suchy makaron ( bo makaron z truskawkami jest brudny i niejadalny), 2 wielkie truskawki i i 360 ml mleka.
Miała dziś spóścik. Mi też udało się zjeść cudny, wiosenny obiadek- makaron z truskawkami.
wtorek, 2 kwietnia 2013
ODWIEDZINY U FOCZKI
Dziś kolejny zabiegany, ale miły dzień.
Wczoraj w prezencie urodzinowym udało mi się porozmawiać z jedną z moich koleżanek Miło było w końcu pogadać i dowiedzieć co słychać na starych śmieciach. Dzięki i mam nadzieje, że uda się częściej.
Ranek zaczął się od cudownego buziaka i przetarcia moich oczu małymi piąstkami oraz słów get up mama, dzień jest. Uwielbiam te pobudki.
Kolejne słowa tez były cudowne.
Córeczka mówi:
- mamusiu wiesz kto mnie dziś obudził?
- kto Kochanie
- ptaszki mnie obudziły
Dziś nie miałam lekcji, ale czas, który mam na kawę i blog to 15 min. Dziś córeczkę zabieram wcześniej i jedziemy do zoo. Zrobimy sobie piknik z pączkiem przy nowym mieszkańcu.Od marca w zoo mieszka foczka i dziś idziemy się z nią przywitać.
Dwie godziny czasu w domu były intensywne: porządki, zupa dla córeczki zrobiona i uporałam się ze skórkami pomarańczowymi, które już na mnie 2 dni czekają. Skórki są pyszne i aż szkoda ich nie wykorzystać. A ilości mam ogromne, ponieważ z córeczką robimy sobie sok z pomarańczy.
Jest obłędny: słodki i pysznościowy.
Na szczęście teraz chwila relaksu popołudniowego z córeczka. Pogoda piękna więc trzeba korzystać.
Wczoraj w prezencie urodzinowym udało mi się porozmawiać z jedną z moich koleżanek Miło było w końcu pogadać i dowiedzieć co słychać na starych śmieciach. Dzięki i mam nadzieje, że uda się częściej.
Ranek zaczął się od cudownego buziaka i przetarcia moich oczu małymi piąstkami oraz słów get up mama, dzień jest. Uwielbiam te pobudki.
Kolejne słowa tez były cudowne.
Córeczka mówi:
- mamusiu wiesz kto mnie dziś obudził?
- kto Kochanie
- ptaszki mnie obudziły
Dziś nie miałam lekcji, ale czas, który mam na kawę i blog to 15 min. Dziś córeczkę zabieram wcześniej i jedziemy do zoo. Zrobimy sobie piknik z pączkiem przy nowym mieszkańcu.Od marca w zoo mieszka foczka i dziś idziemy się z nią przywitać.
Dwie godziny czasu w domu były intensywne: porządki, zupa dla córeczki zrobiona i uporałam się ze skórkami pomarańczowymi, które już na mnie 2 dni czekają. Skórki są pyszne i aż szkoda ich nie wykorzystać. A ilości mam ogromne, ponieważ z córeczką robimy sobie sok z pomarańczy.
Jest obłędny: słodki i pysznościowy.
Na szczęście teraz chwila relaksu popołudniowego z córeczka. Pogoda piękna więc trzeba korzystać.
WYBIŁO 33
Pryma Aprylis? Tak, ja go na pewno miałam. w Polsce jeszcze wolne po świętach, w Hiszpanii zaczął się normalny tydzień.
Córeczka po tygodniu choroby wróciła do przedszkola. Spóźniłyśmy się trochę, ale nie od razu, żeby na obiad przyjeżdżać. Chwila zastanowienia i, czyżbym o czymś zapomniała?
CZEMU MI NIKT NIE POWIEDZIAŁ, ŻE BYŁA ZMIANA CZASU!!!!
Tak, tak szczęśliwi czasu nie liczą, ale żeby nawet się komputer sam nie zmienił???
No i w ten sposób przez cały dzień byłam wszędzie spóźniona o godzinę. Do Rechel i z powrotem do przedszkola. Ale mimo wszystko dzień miałam bardzo miły. W urodziny urządziłyśmy sobie z Rechel lekcję podczas wyprawy na shopping do stolicy.
Pojechałyśmy do IKEA i LEROY MERLIN. Głównie na celu miałam odzyskanie pieniędzy za lampki, które niestety nie pasują na taras, i kupienie listw do wykończenia okna oraz zorientowanie się w cenie paru rzeczy do nowego mieszkania.
Ja niewiele kupiłam. Mnie wydatki czekają, jak wróci mąż. Koleżanka za to kupiła kilka rzeczy potrzebnych do stworzenia cudnego, louftowego kącika na tarasie.
Ach, już się nie mogę doczekać, kiedy napije się w nim kawki.
Posiadanie ogrodu daje niesamowite możliwości w spełnieniu się i stworzeniu cudnych miejsc z najpiękniejszą scenerią i koncertami ptaków na żywo. A tu, gdzie lato jest przez cały rok, ogrodem można się cieszyć nieustannie.
No cóż, dzień troszkę zwariowany przez te moje spóźnienia, ale bardzo udany. Imprezka urodzinowa przewidziana jest na później. Zarówno szumne urodziny mojej córeczki i moje przełożone są na przyjazd dziadków i męża.
I tej imprezki też się już nie mogę doczekać, bo to będzie 3 w 1. Do urodzin dołączymy parapetówę w naszym nowym apartamencie. A ja już planuje kulinarne szaleństwa.
Ach, nudzić to ja się nie potrafię i nigdy nie lubiłam.
Pomimo, że dzień był zakręcony i szalony jak często u mnie, zaliczam go do bardzo udanych. Nawet mimo lekkiego podenerwowania, które miałam podczas rozmowy telefonicznej z moją cayzy sąsiadką, jestem z siebie dumna. Byłam uparta i asertywna.
Ale do napisania o tej dziwnej przygodzie w kontaktach międzyludzkich jeszcze się zbieram. Mam nadzieję, że remont się niedługo skończy i nasze stosunki z sąsiadami również. Wtedy na zimno przemyślę wszystko na kartce tz na blogu. Myślę, że powinnam to z siebie wyrzucić i zostawić na kartce. Ale zapomnieć nie powinnam. Jest to kolejna lekcja o ludziach, jaką dostałam od życia, i o której muszę pamiętać w przyszłości.
Córeczka po tygodniu choroby wróciła do przedszkola. Spóźniłyśmy się trochę, ale nie od razu, żeby na obiad przyjeżdżać. Chwila zastanowienia i, czyżbym o czymś zapomniała?
CZEMU MI NIKT NIE POWIEDZIAŁ, ŻE BYŁA ZMIANA CZASU!!!!
Tak, tak szczęśliwi czasu nie liczą, ale żeby nawet się komputer sam nie zmienił???
No i w ten sposób przez cały dzień byłam wszędzie spóźniona o godzinę. Do Rechel i z powrotem do przedszkola. Ale mimo wszystko dzień miałam bardzo miły. W urodziny urządziłyśmy sobie z Rechel lekcję podczas wyprawy na shopping do stolicy.
Pojechałyśmy do IKEA i LEROY MERLIN. Głównie na celu miałam odzyskanie pieniędzy za lampki, które niestety nie pasują na taras, i kupienie listw do wykończenia okna oraz zorientowanie się w cenie paru rzeczy do nowego mieszkania.
Ja niewiele kupiłam. Mnie wydatki czekają, jak wróci mąż. Koleżanka za to kupiła kilka rzeczy potrzebnych do stworzenia cudnego, louftowego kącika na tarasie.
Ach, już się nie mogę doczekać, kiedy napije się w nim kawki.
Posiadanie ogrodu daje niesamowite możliwości w spełnieniu się i stworzeniu cudnych miejsc z najpiękniejszą scenerią i koncertami ptaków na żywo. A tu, gdzie lato jest przez cały rok, ogrodem można się cieszyć nieustannie.
No cóż, dzień troszkę zwariowany przez te moje spóźnienia, ale bardzo udany. Imprezka urodzinowa przewidziana jest na później. Zarówno szumne urodziny mojej córeczki i moje przełożone są na przyjazd dziadków i męża.
I tej imprezki też się już nie mogę doczekać, bo to będzie 3 w 1. Do urodzin dołączymy parapetówę w naszym nowym apartamencie. A ja już planuje kulinarne szaleństwa.
Ach, nudzić to ja się nie potrafię i nigdy nie lubiłam.
Pomimo, że dzień był zakręcony i szalony jak często u mnie, zaliczam go do bardzo udanych. Nawet mimo lekkiego podenerwowania, które miałam podczas rozmowy telefonicznej z moją cayzy sąsiadką, jestem z siebie dumna. Byłam uparta i asertywna.
Ale do napisania o tej dziwnej przygodzie w kontaktach międzyludzkich jeszcze się zbieram. Mam nadzieję, że remont się niedługo skończy i nasze stosunki z sąsiadami również. Wtedy na zimno przemyślę wszystko na kartce tz na blogu. Myślę, że powinnam to z siebie wyrzucić i zostawić na kartce. Ale zapomnieć nie powinnam. Jest to kolejna lekcja o ludziach, jaką dostałam od życia, i o której muszę pamiętać w przyszłości.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
WIELKANOC
Święta, święta i po świętach. My kolejne święta spędzałyśmy na cieplutkiej, słonecznej Teneryfie. Niestety, tym razem w okrojonym składzie. Smutno nam było, bo brakowało nam męża i taty, ale pomimo wszystko postanowiłyśmy troszkę stworzyć nastrój Wielkanocny.
Suche gałęzie z ogrodu koleżanko wspaniale nadały się na Easter Tree. Dekoracja powstała spontanicznie.
Po prostu dwa dni temu córeczka zarządziła zabawę kreatywnymi flipsami. Poprosiła mnie bym pomogła zrobić jej robaczki. najpierw rodzina trzech robaczków się bawiła i gadała, a na koniec zawędrowała na drzewo. Proponowałam córeczce by zmieniły się w motylki, ale stanowczo odmówiła. Zostały więc robaczki. Do robaczków dołączyły kwiatki i wcześniej robione motylki. Brakowało mi elementu Wielkanocnego, czyli wydmuszek. Stwierdziłam jednak, że wspaniale je zastąpią małe baloniki.
Wielkanocne jaja z papieru mache zrobiłam już w styczniu, za jednym posiedzeniem z maska Peppy.
Córeczka pomalowała już je z dwa tygodnie temu i moim zdaniem wyglądają cudnie. Podstawki z wytłoczyn tez powstały wcześniej. Teraz cudnie przydały się jako podstawki do jajek.
Zabawę w kuchni zarządziłyśmy dziś. My dwie nie miałyśmy wygórowanych wymagań. Doskonale zadowoliły nas jajka, kiełbaska i pomidorowy chlebek i kruche ciasto.
Święconki nie robiłyśmy, ponieważ tu nie ma takiego zwyczaju. I co mnie jeszcze zdziwiło: kościoły na czas adoracji są zamknięte na klucz.
Dziś zostałam obudzona o 7. Córeczka wstała i pobiegła zobaczyć czy zajączek zostawił jej słodkie niespodzianki. Po chwili przybiegła i mówi : " mamusiu był zajączek ale nie zostawił mapy, musisz mi pomóc szukać"
Koszyczek oczywiście był przygotowany, pogoda piękna i z rana córeczka miała wspaniałą zabawę szukając jajek ukrytych w kwiatach. Cieszyła się i na koniec poszukiwań zostałam obdarowana słowami " mamusiu fajny dzień dziś już mamy"
Uwielbiam sprawiać jej takie niespodzianki. I cieszę się, ze córeczka ma w sobie tyle radości i tak niewiele jej trzeba do szczęścia.
Drugą niespodzianka, była nowa bajka o Kopciuszku. Córcia zauroczyła się przeogromnie ta bajką.
A ja muszę powiedzieć, ze bajki Disnay'a są cudowne i ja z przyjemnością oglądam je razem z córeczką.
No nic święta się skończyły i zaczyna się normalny tydzień.
PISANKI LIZAKI CIASTECZKOWE
sobota, 30 marca 2013
A CO U NAS?
Wczoraj miałam ciężki dzień i najchętniej zostałabym w łóżku. Od kilku dni boli mnie gardło, dopadła mnie migrena i inne przyjemności. A do tego wszystkiego, moja córeczka, która wstawała o 8.30/ 9.00, postanowiła od kilku dni wstawać ok 7.
Na pytanie, dlaczego wstaje teraz o 7, skoro chodzi ziewająca i nie do końca wyspana, opowiedziała: bo jest jasno. A jak jej powiedziałam, że mamusia źle się czuje i najchętniej poszłaby spać stwierdziła: " mamusiu nie możesz spać. Jest dzień, ja nie śpię"
No właśnie i tu miała rację.
No i pewnie, kiedy będę mogła to zrobić, to bardzo będę chciała, by wczorajsza chwila wróciła.
Koniec końców, dzień był miły i pracowity. Zakończony słowami "fajny był dziś dzień mamusiu".
Ach uwielbiam, jak ona przytula się do mnie i zasypiając mówi właśnie tak. Ta chwila i słowa jest nieoceniona.
A co do niewyspania, to jedyne rozwiązanie jest takie, że ja muszę zacząć chodzić wcześniej spać.
A ja, jak zawsze zarywam nocki. Ostatnio na cudnych pogawędkach z Cioteczką, a teraz na nadrabianiu zaległości, powstałych z wcześniejszych zaległości. Ja to nigdy nie jestem na bieżąco. Jest zbyt wiele rzeczy, które chciałabym jeszcze zrobić i nie zawsze starcza mi na nie czasu.
Dziś, mimo kolejnej zarwanej nocki, czułam się o wiele lepiej. Po wczorajszym wspólnym sprzątaniu mieszkanka, dziś zabrałyśmy się z córeczką za ozdabianie naszego Easter Tree.
Od wstania słyszałam " mama bawić się trzeba, choć mamusiu do mnie" No i na pierwszy ogień poszły kreatywne flipsy.
Dziś córeczka zażyczyła sobie robaczki. Chciałam namówić ją na motylki, ale nie zmieniła zdania. Zostały robaczki. Jak już bawiłyśmy się, stwierdziłyśmy, że możemy zrobić ozdoby na Wielkanoc.
Tak powstały: kurczaczki do przyozdobienia rzeżuchy oraz kwiatki i robaczki (nie motylki) na nasze drzewko.
Jaja z papieru mache, były już pomalowane, podczas pobytu Cioci.
Kulinarnie nie szalejemy. W tym roku święta spędzamy tylko we dwie, więc dla nas stanowczo wystarczą tylko jajka. No i może jutro pobawimy się na słodko w kuchni. Ale to się zobaczy jutro.
A teraz muszę iść spać, bo już zaczynam rysować nosem klawiaturę.
Na pytanie, dlaczego wstaje teraz o 7, skoro chodzi ziewająca i nie do końca wyspana, opowiedziała: bo jest jasno. A jak jej powiedziałam, że mamusia źle się czuje i najchętniej poszłaby spać stwierdziła: " mamusiu nie możesz spać. Jest dzień, ja nie śpię"
No właśnie i tu miała rację.
No i pewnie, kiedy będę mogła to zrobić, to bardzo będę chciała, by wczorajsza chwila wróciła.
Koniec końców, dzień był miły i pracowity. Zakończony słowami "fajny był dziś dzień mamusiu".
Ach uwielbiam, jak ona przytula się do mnie i zasypiając mówi właśnie tak. Ta chwila i słowa jest nieoceniona.
A co do niewyspania, to jedyne rozwiązanie jest takie, że ja muszę zacząć chodzić wcześniej spać.
A ja, jak zawsze zarywam nocki. Ostatnio na cudnych pogawędkach z Cioteczką, a teraz na nadrabianiu zaległości, powstałych z wcześniejszych zaległości. Ja to nigdy nie jestem na bieżąco. Jest zbyt wiele rzeczy, które chciałabym jeszcze zrobić i nie zawsze starcza mi na nie czasu.
Dziś, mimo kolejnej zarwanej nocki, czułam się o wiele lepiej. Po wczorajszym wspólnym sprzątaniu mieszkanka, dziś zabrałyśmy się z córeczką za ozdabianie naszego Easter Tree.
Od wstania słyszałam " mama bawić się trzeba, choć mamusiu do mnie" No i na pierwszy ogień poszły kreatywne flipsy.
Dziś córeczka zażyczyła sobie robaczki. Chciałam namówić ją na motylki, ale nie zmieniła zdania. Zostały robaczki. Jak już bawiłyśmy się, stwierdziłyśmy, że możemy zrobić ozdoby na Wielkanoc.
Tak powstały: kurczaczki do przyozdobienia rzeżuchy oraz kwiatki i robaczki (nie motylki) na nasze drzewko.
Jaja z papieru mache, były już pomalowane, podczas pobytu Cioci.
Kulinarnie nie szalejemy. W tym roku święta spędzamy tylko we dwie, więc dla nas stanowczo wystarczą tylko jajka. No i może jutro pobawimy się na słodko w kuchni. Ale to się zobaczy jutro.
A teraz muszę iść spać, bo już zaczynam rysować nosem klawiaturę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


